Życie z mężczyzną pod jednym
dachem wbrew pozorom nie jest łatwe, kiedy on ma w głębokim poważaniu
sprawy tak prozaiczne jak zaopatrzenie lodówki czy zamykanie okien na noc.
Regularnie o czwartej nad ranem zmagam się z framugą, bezładem
drobiazgów na parapecie i wypadającą zza szafy deską do prasowania,
uważając przy tym, by go nie obudzić. Prawdę mówiąc, wciąż nie rozumiem, po co Theo ta
deska, skoro i tak nie robi z niej użytku. Wyciąga ją tylko raz na
parę miesięcy, gdy mamusia zapowie wizytę, żeby łudziła się, że syn jakoś
radzi sobie poza rodzinnym gniazdem.